Wrzesień
Wrzesień to taki miesiąc ekscytująco-stresujący. Trochę przez przegraną walkę Adamka w moje urodziny. Trochę przez jesienne kolekcje w makijażu, które nieodmiennie wodzą mnie na pokuszenie. Ale najbardziej chyba przez nowy rok szkolny.
Bo wrzesień to miesiąc biurokracji – niekończącego się zapisywania i przepisywania peseli, imion rodziców, numerów telefonów, adresów i innych danych. Przekładania kartek do koszulek, koszulek do segregatorów, segregatorów z półki na półkę. Układania książek na półkach, przypinania karteczek do tablic korkowych, zebrań, spotkań i uzgodnień.
To także ekscytujący czas nowych twarzy, pierwszych spotkań i obiecujących początków. W tym roku większość naszego domku stanowią pierwszoklasistki. Oznacza to wieczory integracyjne, zabawy ułatwiające zapamiętanie nowych imion i żmudne wyjaśnianie regulaminu. A także nowe składy w pokojach, spory o ustawienie mebli i wygodne łóżka.
A już najbardziej ekscytuje i stresuje mnie to, że wchodząc do pokoju nie wiem, czego się spodziewać. Po kilku miesiącach pracy można z dużym prawdopodobieństwem określić możliwe zachowania, nastroje i potrzeby wychowanka. W przypadku nowych osób – jest to trochę gra w ciemno. Czy chce ze mną pogadać, czy chce zostać sam, czy dobrze się czuje w pokoju, czy czuje się odrzucony, czy się uczy, czy plotkuje. Zdecydowanie, musimy się lepiej poznać. Ale to już zadanie na październik, mniej stresująco-ekscytujący miesiąc.