czekolada powoli - Terpentyna

KAPEJKI


Kapkejki są tak denerwujące jak urocze. Z moich obserwacji wynika, że świadczą o w miarę wysokim poziomie uspołecznienia osoby je wykonującej. Na ogół ich unikam. Na ogół. Ale dostałem od mamy słoik karmelu.


Te akurat są bardzo bogate, orzechowe, z kremem mascarpone troche a la biała czekolada, bo przecież nikomu się nie chce robić jakiejś solidnej, tradycyjnej masy, dajcie spokój...


Potrzebujemy oczywiście blaszkę i te papierki do muffinek (można też w sumie papierem do pieczenia wyłożyć). Można to też upiec w małych foremkach na babeczki, ale to dużo, duuuużo zabawy.


No dobra, lecim.


Na ciasto:

- Kostka masła minus  dwa centymetry (tak ją... wykwadratowić.)

- 125 g cukru

- 1 jajko

- 50 g. zmielonych orzechów włoskich

- 150 g mąki

- 6 pokruszonych biszkoptów (nie muszą być pokruszone na jakieś strasznie małe kawałki znów, to jest nasza pomoc trochę..)

- 3 łyżki gęstego jogurtu

- 1 łyżeczka sody oczyszczonej

- 1 łyżka jakiegoś kwaskowatego syropu. A jak nie, to dwie łyżeczki soku z cytryny.

- ok. 20 ml karmelu (nie konieczne)


Na krem:

- 200 g mascarpone

- 50 g orzechów (czyli razem 100 jest potrzebne)

- 80 - 100 g cukru pudru

- 2 łyżki mleka w proszku (nie granulat, proszek, jak się nie ma to lepiej odpuścić)

- 1 łyżka jakiegoś kwaskowatego syropu. A jak nie, to dwie łyżeczki soku z cytryny.


Masło w temperaturze pokojowej ubić z cukrem. Dodać jogurt, wymieszać, dodać jajko i zrobić podobnie.


Mąkę wymieszaną z sodą, wsypujemy na przemian z biszkoptami, mieszając. Dodajemy coś kwaśnego na koniec.


Nakładamy łyżką, albo wyciskamy, do wyłożonych foremek

 

Na wierzch (do środka, jeśli się da) odrobinę karmelu.


Pieczemy w nagrzanym piekarniku (170 C) przez ok. 30 minut, sprawdzamy patykiem (na ukos, bo karmel), wyciągamy i studzimy.


Krem robimy po prostu mieszając wszystko ze sobą. Dekorujemy jak nam się widzi.


Zupa glonowa


- Mamo, ale ja chora jestem, nie mogę.

- bo zup nie jadasz!

Tak właśnie bywa.

I w związku z tym, że nie zawsze jest słodko, a czasami wręcz jest słono i pachnie glonami, pomyślałam, że wrzucę sposób na zupę i drugie danie w stylu japońskich zup, a nóż ktoś nie zna.

Zaopatrzamy się w makaron n.p. taki jak w ramen albo somen, w każdym bądź razie taki co się szybko gotuje i ma jak najwięcej wartości odżywczych. Do tego potrzebna jest jakaś forma stężonego rosołu, może to być pasta sojowa miso, może być bulion Winiary.

Warzywa, oraz jakieś białko. Jajko? Pieczeń sojowa? wieprzowina? Może do tego grzyby, uszka/pierogi, jakaś grzanka, właśnie glony jakieś (wakame)...

Zasmażamy warzywa na patelni.

Jajko można zagotować osobno, albo wbić do wrzącej wody z bulionem, ja jednak zazwyczaj zalewam bulion dopiero w misce.

ugotowany makaron do miski. zalewamy go bulionem, albo makaron już do bulionu. Tutaj można szaleć. A na wierzch "twardsze" rzeczy.

 

 


miękkie ciasta na melasie

Miękkie ciastka na melasie, korzenne lecz bez goździków, o działaniu uspokajającym, zwłaszcza po tym gdy ciastka z płatkami owsianymi wyszły jak coś z kota wziętego.

- 170 g masła lub margaryny

- 150 g jasnego brązowego cukru

- 150 g melasy (albo miodu, jeśli ktoś szaleje, ale wtedy posmak będzie inny)

- 1 jajko

- 300 g mąki

- szczypta soli

- 2 łyżeczki sody oczyszczonej

- 1 łyżeczka cynamonu

- 1 łyżeczka startego imbiru kandyzowanego (lub dwie suszonego w proszku)

- 1/2 łyżeczki gałki muszkatałowej

- cukier granulowany lub kryształ do obtaczania

- Mieszamy ze sobą przyprawy, sodę, sól i mąkę. Odstawiamy.

- Ubijamy cukier brązowy i masło.

- Dodajemy jajko i melasę, ubijamy.

- Mieszamy z suchymi składnikami.

- Odstawiamy ciasto do lodówki na min. 1 godzinę. Można oczywiście zrobić dzień wcześniej, a potem szpan, że świeże ciasteczka.

Minęła min. godzina...

- Nagrzewamy piekarnik do 350° F (170° C)

- Z ciasta kształtujemy małe kulki o średnicy powiedzmy 2 cm, i mniej więcej taką też odległość utrzymujemy między nimi. Bo jak nie, to się skleją, więc im dalej tym lepiej. Acha - no i obtaczamy w cukrze.

- Pieczemy przez 8-13 minut.

- świeże ciasteczka.

 

 

 

torcik daktylowy


Nie wiem nawet co to jest, ale powiedzmy ze to torcik daktylowy z lekko anyżową masą.


Na osiedlu w okolicach rynku siedziała przyjezdna pani z małym plastikowym pudełkiem. Nie, to nie był czosnek. Z góry przepraszam tych, którzy zaraz przypomną sobie zapach, a nie będzie go nigdzie w pobliżu.



Stwierdziłem, że do tego daktyle, no i już, ciasto jakieś.



tortownica ma 23 cm, czyli 9 i 1/2 cala.


na ciasto:

- 3 małe pigwy (albo jedna duża z supermarketu) wcześniej kroimy i zasypujemy cukrem, pozostawiamy na ok. 2 godziny, syrop odsączamy i koniecznie pozostawiamy do herbaty.


- ok. 100 g. daktyli, drobno pokrojonych

- 150 g. mąki

- 1/2 łyżeczki gałki muszkatałowej

- 1/2 łyżeczki soli

- 1 łyżeczka sody oczyszczonej

- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

- 3 jaja

- 3 łyżki białego cukru

- 3 łyżki ciemnego brązowego cukru

- ok. 4 łyżek masła w temp. pokojowej

- 150 g. jogurtu


- nagrzewamy piekarnik do 170°C

- smarujemy i obsypujemy lub wykładamy blachę

- mieszamy solidnie mąkę (najlepiej przesianą) z solą, sodą, proszkiem i gałką

- ubijamy cukry z masłem

- dodajemy jajka, ubijamy. dodajemy jogurt

- dodajemy suche składniki, mieszamy

- dodajemy pokrojone owoce, mieszamy

- na blachę i do piekarnika na jakieś 40 minut, sprawdzamy patykiem czy czysty.

- chłodzimy ok. 15 minut w formie, potem wyciągamy, żeby ciasto się chłodziło dalej. Przewracamy do góry nogami przed przekładaniem.


na masę:


* wcześniej (nawet dzień wcześniej, ale niekoniecznie) topimy 120 g masła z gwiazdkami anyżu (wtedy będzie jedynie delikatny posmak, wyciągamy dopiero przed użyciem), albo z łyżeczką mielonego anyżu. Odstawiamy aż stężeje, można do lodówki.


- 120 g masła anyżowego

- 110 gram cukru pudru

- 1.5 do 2 opakowań serka philadelphia (można jedno opakowanie i ok. 4 łyżki mascarpone)


*jeśli ktoś lubi, można dodać do masy 1/2 - 1 łyżeczki startej skórki z pomarańczy.


Ubijamy aż masa stanie się lekka i kremowa (3 minuty?) i przekładamy schłodzone już ciasto. Do lodówki na conajmniej pół godziny, żeby się ładnie trzymało.






mus

mus

Te rzeczy się kończą o ile już się nie skończyły, ustępują kasztanom powoli. Więc to taka porcja na koniec.


1/4 l. malin

ok. 1/3 l. jerzyn

6 łyżeczek żelatyny

woda

150 g serka mascarpone

200 g. śmietany 30% (do ubijania)


*można też dodać do smaku cukru lub innego słodzika, dodajemy go wtedy przy zagrzewaniu miazgi.

** jerzyny są w miarę mocne w smaku i kolorze, więc można troszkę oszukać objętość delikatniejszym owocem, n.p. malinami jeśli mamy więcej lub nawet brzoskwiniami.

*** dłuższe włosy spinamy, jak zawsze, ale tutaj jakoś wyjątkowo...





- w trzech osobnych naczyniach posypujemy 3 łyżki wody 3 łyżeczkami żelatyny i pozwalamy, aby spęczniała

- za pomocą blendera, miksera, food-processor'a, lub kamienia sprowadzamy maliny do miazgi.

- podgrzewamy w rondelku aż zawrze, wyłączamy gaz i dodajemy żelatynę, rozpuszczamy.



- odstawiamy do schłodzenia, kiedy miazga będzie ledwo ciepła dodajemy do niej 1/3 sera mascarpone.

- powtarzamy to samo z jerzynami, wcześniej odlawszy ok 1/5 miazgi jerzynowej.




- zagrzewamy również resztkę miazgi z jerzyn, dodajemy spęczniałą żelatynę, chłodzimy, dodajemy mascarpone (tak, ta masa jest jaśniejsza).

- ubijamy śmietanę. dodajemy do naszej jaśniejszej masy.

- po schłodzeniu wylewamy warstwy do szklanek lub miseczek. wstawiamy do lodówki na minimum godzinę.

- Imponujemy i mówimy, że to nic takiego.




Więcej artykułów…

Strona 1 z 2

<<
<
1