Kolejny dzień z cyklu „życie”- uwalniam się przyjmując prawdę
Niekiedy, to czego moje serce pragnie nie jest czymś co jest dobre dla mnie i dla innych. W idealnym świecie może wszystko byłoby możliwe, ale czy idealny świat byłby tylko moim światem? Nie jestem pewna czy potrafię w pełni kochać, w pełni oddać się komuś, w pełni nienawidzić, w pełni cierpieć...
Pomimo mej całości, miliona kawałków, które tworzą mnie, wciąż czuję się niepełna, nie cała... z przepaścią w środku...
Jedna ja potrafi kochać, druga w tym samym momencie mrozi lodem i realiami życia...
Akceptuję siebie, chociaż w pełni nie rozumiem.
Przeczytałam ostatnio, że moja sylwetka wskazuje na osobę, która przywyczajona jest do odbierania ciosów. Po krótkim namyśle, zgadzam się z tym, lecz w tej krótko wzroczności oceny postawy została pominięta zdolność do socjopatycznej manipulacji innych.
Ciosy mi zadane bolą, lecz bardziej boli mnie świadomość, iż płytkie okaleczenia, które zadaje ja niosą o wiele większe ryzyko.
Jak mylne jest życie w przeświadczeniu o pozycji ofiary, skrywanie sie pod szatami bezradności i cierpienia, oddalając tym samym odpowiedzialność za moje życie. Każda decyzja jaką podjęłam jest i była moja, każdy ruch jaki wykonałam był wykonany przeze mnie. Nie jestem ofiarą, nie byłam nią i nie będę. Dziś biorę pełną odpowiedzialność za mnie samą, za moje myśli, uczucia, marzenia, za moją drogę.
Dziś uwalniam się z łańcuchów miłości, nienawiści, strachu i związków. Dziś uwalniam się przyjmując prawdę o sobie.
Dziś jestem tylko sobą i nikim innym.
Dziś odkładam broń...dziś istnieje tylko dziś.