blog Celesty

Pod murami…

Kolejny dzień z cyklu „życie - Pod murami…

Od pewnego czasu sekretnie przechadzam się pod murami mego życia, wiem, że muszę się na nie wspiąć, dążyłam do pokonania ich już od kilku lat.

Próbowałam malować na nich krajobrazy, okna, drzwi jednak iluzja wolności, i szczęścia jak farba spływała po nich…

To, co mam po tej stronie jest mi znane, w pewnym stopniu bezpieczne, przewidywalne, wiem gdzie i co będzie mnie też boleć po tej stronie, wiem gdzie będę się zamykać i limitować.

Odkryłam mój mur, jest wysoki, a na nim twarze bliskich, przyjaciół, rodziny, ludzi, miejsc, przeszłości, doświadczeń, wspomnień,... historii. Ogarnia mnie strach, potrzebuję podjąć decyzję i związane z nią kroki.

Boję się…

Czy powinnam wybrać bezpieczeństwo historii czy nieznaną mi przyszłość? Czy potrafię być obiektywna w moim wyborze? Czy powinnam w nim być obiektywna? Czy powinnam podążać za moim sercem czy za mym rozumem? Czy gdzieś tu istnieje most, który byłby wstanie połączyć te dwie strony?

Stoję oparta o mur mego życia przerażona i samotna…

Tę decyzję podjąć mogę tylko ja…



uwalniam się przyjmując prawdę

Kolejny dzień z cyklu „życie”- uwalniam się przyjmując prawdę

Niekiedy, to czego moje serce pragnie nie jest czymś co jest dobre dla mnie i dla innych. W idealnym świecie może wszystko byłoby możliwe, ale czy idealny świat byłby tylko moim światem? Nie jestem pewna czy potrafię w pełni kochać, w pełni oddać się komuś, w pełni nienawidzić, w pełni cierpieć...

Pomimo mej całości, miliona kawałków, które tworzą mnie, wciąż czuję się niepełna, nie cała... z przepaścią w środku...

Jedna ja potrafi kochać, druga w tym samym momencie mrozi lodem i realiami życia...

Akceptuję siebie, chociaż w pełni nie rozumiem.

Przeczytałam ostatnio, że moja sylwetka wskazuje na osobę, która przywyczajona jest do odbierania ciosów. Po krótkim namyśle, zgadzam się z tym, lecz w tej krótko wzroczności oceny postawy została pominięta zdolność do socjopatycznej manipulacji innych.

Ciosy mi zadane bolą, lecz bardziej boli mnie świadomość, iż płytkie okaleczenia,  które zadaje ja niosą o wiele większe ryzyko.

Jak mylne jest życie w przeświadczeniu o pozycji ofiary, skrywanie sie pod szatami bezradności i cierpienia, oddalając tym samym odpowiedzialność za moje życie. Każda decyzja jaką podjęłam jest i była moja, każdy ruch jaki wykonałam był wykonany przeze mnie. Nie jestem ofiarą, nie byłam nią i nie będę. Dziś biorę pełną odpowiedzialność za mnie samą, za moje myśli, uczucia, marzenia, za moją drogę.

Dziś uwalniam się z łańcuchów miłości, nienawiści, strachu i związków.  Dziś uwalniam się przyjmując prawdę o sobie.

Dziś jestem tylko sobą i nikim innym.

Dziś odkładam broń...dziś istnieje tylko dziś.

 

 

 


na wybojach…

Kolejny dzień z cyklu “Życie” – na wybojach…


Kolejny dzień, niby podobny do poprzedniego, lecz trochę inny. Chowam się …rozdarta w uczuciach, w wartościach, w realiach. Dziś mimo delikatnych wzlotów, uderzam sercem o ziemię.


Coś, co jest proste i oczywiste stało się skomplikowane i moją pierwszą reakcją jest ucieczka, chowam się wycofując się, delikatnie obserwuję siebie i me uczucia, me myśli i zachowania.

Kiedy trwałam w aktywnym uzależnieniu, marzyłam o normalnym życiu, o problemach „normalnych” ludzi, o uczuciach i emocjach dnia codziennego i tych o wiele głębszych. Miałam dosyć życia w ciągłym strachu, bólu, złości, agresji, poczuciu winy i odwiecznej zazdrości o wszystko i wszystkich.

Tak bardzo chciałam czuć coś innego. Gdy zaczynałam trzeźwieć tonęłam w uczuciach i jedyne, co dawało mi bezpieczną przystań to program 12 krokowy i ludzie w nim. Dziś, gdy znam już swe uczucia i nauczyłam się je rozpoznawać, dziś jestem zaskoczona …uczuciami, które wystają ponad sen wykreowany kiedyś. Nie wiedziałam, że nadal podążam za nim. Sen o bezpiecznej stabilności emocjonalnych norm… iluzja… jak prawdziwe są me uczucia, jeśli dotąd iluzja przesłaniała mi obraz mego życia. Jak mocno, jak długo mogę czuć?

Czy funkcjonowanie w bezpiecznych granicach emocjonalnych jest naprawdę tym czego chcę doświadczać każdego dnia? Czy podążać za sercem zachowując rozsądek czy rozsądkowi dać ze strachu władzę nad mymi emocjami?

Na wybojach dnia dzisiejszego me serce, co raz uderza o ziemię…


szybując przez pochmurne niebo


Wydostając się poza granice społecznych norm jestem w stanie odkryć cuda tego krótkiego istnienia. Sztuka przemijania nie polega na śmierci polega na życiu każdą minutą, tworzeniu nowych wspomnień, nowych relacji, nowych doświadczeń.

Szybując przez pochmurne niebo, ubierając się w wilgotne chmury, płacząc i tańcząc jakby nikt mnie nie widział. Ciesząc się z mych uniesień, sekund wolności. Otwierając me serce tańczę przez me Życie, jak wariatka z muzyką w mojej głowie, rytmem w sercu. Tańczę…. W tych chwilach nie istnieją inni ludzie, nie widzę ich spojrzeń, czasem ktoś wiruje razem ze mną, czasem jestem tylko ja. Nie limituje już swego życia i ludzi w nim do sztywnych granic zlęknionej społeczności.

Kiedyś uwikłana w kolczaste granice pełne standardów, dusiłam się w sobie, powoli zamieniałam się w posąg, każdy ruch wywoływał większy ból. Nie pozwalałam sobie kochać, bo miłość ma była żywa i nie chciała pozostać w tak ciasnym świecie, nie pozwalałam sobie na radość, bo była tylko chwilą,  z obawy o jej przemijanie odmawiałam radości, pełnej radości. Nie pozwalam sobie na przyjaźń ze strachu przed odrzuceniem głębi mej przyjaźni. Nie pozwalam sobie na pełen przekaz mych emocji czy przez taniec, szkic, słowa czy śpiew. W ciągłej obawie, kamieniałam, wyzbywając się siebie, na zewnątrz normalna w środku posąg. Potrzeba ciągłej kontroli wszystkiego i wszystkich by nic nie zagroziło tej kruchej, cmentarnej, skamieniałej ze strachu postaci, mnie samej.

Dziś tańczę przez Życie pełna emocji, z obawami, lecz wolna. Dziś poznaje moje ja w mych przyjaciołach, dziś mam więzi dusz, dziś cieszę się jak dziecko w zadziwionym dorosłym świecie, dziś pozwalam sobie na siebie i innych w mym życiu.

Dziś szybuje przez pochmurne niebo…



rozpad świata


Kolejny dzień z cyklu “życie” – z podziwem obserwuję rozpad mego świata


W każdej chwili, z każdym uderzeniem mego serca, z każdym oddechem zmienia się mój świat, rośnie, obumiera, kwitnie… „niebo jest mym limitem”. Z podziwem obserwuję rozpad mego świata, coś, co było zostało z tyłu.


Wczorajsze sny i marzenia są przeszłością, dziś mam nowe, piękniejsze i może bardziej realne, dziś mam nowe cele i pragnienia. Dziś mam kolejne 24 godz. do zrealizowania siebie. Dziś jest jeszcze nieznane, wczoraj jest już ograniczone i nie do końca aktualne. Odbite na piasku ślady mej ścieżki prowadzą mnie do przodu. Od małego dziecka wiedziałam, że mam jakąś wyznaczoną mi drogę, wiedziałam, że mam jakiś cel. Wiedziałam, że dokądś zmierzam. Nawet, gdy przedzierałam się przez nicość, wiedziałam że to jest ta droga, która na ten moment jest mi potrzebna. Gdy brakło mi sił, gdy ogarniało mnie pragnienie by odpłynąć w wieczny sen, słyszałam uparte bicie mego serca. Delikatne światełko ogrzewające mą zlodowaciałą duszę, wewnętrzny głos, który kojąco szeptał, to jeszcze nie koniec, masz coś większego do zrobienia. To jeszcze nie to.

Każdego dnia zdobywam nowe szczyty mego życia. Moje własne. Mam tylko swoje Życie do przeżycia, kto je lepiej przeżyje niż ja sama? Kto lepiej pozna głębię mego cierpienia i dziecięcej radości? Któż lepiej określi czego ja potrzebuję, czego pragnę, o czym skrycie marzę? Któż określi me wzgórza i doliny?

Jestem …idę z mym bagażem do przodu przytrzymując się na Chwilę, z zachwytem obserwując jak rozpada się mój wczorajszy świat…



Więcej artykułów…

Strona 1 z 2

<<
<
1