Kolejny dzień z cyklu: „życie”

Post 19 of 19

…nigdy nie zaczyna się odnowa, z czystą kartką. Zaczyna się od kolejnej, jeszcze pustej linii na prawie zapisanej stronie…

Kolejny dzień, za miesiąc kolejna rocznica, dzień, jak co dzień, każdego dnia… niby nic się dziś jeszcze nie wydarzyło, ale w dalszym ciągu się dzieje we mnie. Uspokajanie mych demonów, przekładanie w głowie treści mych myśli na w miarę pozytywne. Cieszę się z życia, jakie mam, cieszę się, że jest w miarę zbalansowane, że już nie żądzą tylko cienie. Jestem ich świadoma i czuję, że są realia życia. Widząc je, czasami ogarnia mnie chęć wtopienia się w nie. By ulec ich podszeptom o mej beznadziejności i nicości. Moje cienie nie śpią, czuwają i słuchają wychwytując każdy gest, każde spojrzenie lub ich brak. Czuję pustkę, o której mówią. Ale czuję i widzę też światełko mego istnienia i wiem, że jest we mnie, że jest tak wiele cech we mnie, które są dobre i czasem tylko moje lub niesamowite. Pomiędzy światłem a cieniem jestem ja. W szarości, w trzeźwości, w mej normalności.

Czuję się inna od wszystkich, jestem inna innością swoją, lecz nie chcę być sama w inności mej. Zawsze miałam uczucie, że nie pasuję do nikogo i niczego, czasami było to czymś tylko moim, czasem ja byłam tego więźniem. Udawalo mi się z początku ustawić lustra używając narkotyków, nie byłam sama, rozświetlały obraz mej rzeczywistości, jednak po pewnym czasie pokazały mi mnie od jakiej nie potrafiłam uciec i schować pod kołdrą narkotyków. Podobno strach jest matką kompulsywności. Jeśli tak, to może on wiele wytłumaczyć. Mówią, że co nas nie zabije to nas umocni, może…ale częściej poważnie okaleczy. Nie chcę udawać, że jestem zdrowa, jestem chora, jestem skrzywiona, jestem nadwrażliwa, jestem też sobą, już nikim innym. Uciekając od siebie i swych słabości i niedociągnięć nigdy nie dałam sobie szansy by się naprawdę poznać.

Dziś? To kolejny dzień z cyklu Życie.

Menu

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress